WMenu
← Wróć do bloga

Kluczowe składniki sukcesu w branży restauracyjnej

08 listopada 2024
Właściciel restauracji analizuje wyniki lokalu

Lokale rzadko zamykają się z powodu jedzenia. Zamykają się dlatego, że nikt nie policzył food costu przez pół roku, kucharz odszedł w środku sezonu, a karta jest ta sama, co przy otwarciu — z cenami sprzed dwóch podwyżek u dostawcy.

Ten tekst jest o czterech liczbach, które te sytuacje wyprzedzają. Żadna z nich nie wymaga systemu za kilka tysięcy złotych — wystarczy arkusz i godzina raz na kwartał.

Liczba 1: food cost

Udział kosztu surowca w cenie dania. Typowe widełki zależą od formatu: kawiarnie 15–30%, fast food i street food 25–40%, bistro 30–45%, fine dining 35–50%.

Sama wartość mówi mniej niż jej stabilność między pozycjami. Karta, w której jedno danie ma 22%, a sąsiednie 48%, oznacza, że ceny ustalano na oko — i że najlepiej sprzedająca się pozycja może być tą, na której zarabiacie najmniej.

Jak to policzyć pozycja po pozycji i co zrobić z wynikiem — w tekście o inżynierii menu, razem z arkuszem do pobrania.

Liczba 2: koszt pracy

Druga co do wielkości pozycja po surowcu, a w lokalach z rozbudowaną obsługą — pierwsza. Liczy się nie samą wypłatę, tylko koszt jednej roboczogodziny razem z narzutami, i porównuje z obrotem w tej samej godzinie.

Ten rachunek pokazuje rzeczy, których grafik nie pokaże: że wtorkowe popołudnie kosztuje więcej, niż przynosi, albo że jedna osoba więcej w piątek zwróciłaby się po trzech stolikach.

Tu też leży najczęściej pomijany koszt — rotacja zespołu. Wdrożenie nowego kelnera to 3–6 tygodni, w czasie których obsługa jest wolniejsza, a błędów więcej. Przy 4 odejściach rocznie ten koszt bywa wyższy niż podwyżka, która zatrzymałaby poprzednią osobę.

Liczba 3: rotacja stolika

Ile razy w ciągu serwisu ten sam stolik przyjmuje nowych gości. Przy 40 miejscach różnica między 1,8 a 2,2 obrotu w porze lunchu to kilkanaście gości dziennie przy tym samym składzie i tym samym czynszu.

Rotacją da się sterować bez pośpiechu w obsłudze. Gość czeka trzy razy: na kartę, na przyjęcie zamówienia i na rachunek — każde z tych oczekiwań to 3–8 minut w szczycie. Dwa pierwsze da się zdjąć, nie skracając samego posiłku; rozpisaliśmy to przy zamówieniach do stolika.

Liczba 4: udział stałych gości

Pozyskanie nowego gościa kosztuje wielokrotnie więcej niż utrzymanie obecnego, a w większości lokali mniejszość stałych bywalców odpowiada za większość obrotu. To znaczy, że budżet marketingowy i budżet na powroty to dwie różne rzeczy — i drugi zwykle nie istnieje.

Najprostszy pomiar bez systemu lojalnościowego: przez 2 tygodnie liczcie, ilu gości dziennie obsługa rozpoznaje. To przybliżenie, ale ruch tej liczby w czasie mówi więcej niż jednorazowy audyt.

Najtańszy mechanizm powrotów nie jest rabatem. To powód, żeby przyjść ponownie: danie dnia, które zmienia się codziennie, sezonowa pozycja, o której trzeba wiedzieć. Warunek jeden — musi być gdzie to zobaczyć przed wyjściem z domu, czyli w wizytówce Google i pod stałym adresem karty.

Gdzie te liczby najczęściej się psują

Trzy sytuacje powtarzają się w lokalach niezależnie od formatu:

Cena surowca wzrosła, cena w karcie nie. Dostawca podnosi w marcu, karta idzie do druku we wrześniu — pół roku sprzedaży ze starą ceną i nowym kosztem. Przy jednym daniu schodzącym 15 razy dziennie i różnicy 3 zł to 1350 zł miesięcznie. Pełny rachunek: ile naprawdę kosztuje menu restauracji.

Danie zniknęło z kuchni, ale nie z karty. Każdy kolejny gość pyta, obsługa tłumaczy, a stolik traci minutę. W karcie drukowanej nie da się tego naprawić w trakcie serwisu.

Gość zagraniczny zamawia bezpiecznie. Nie rozumiejąc karty, bierze to, co rozpoznaje: najtańszą pozycję, bez przystawki i deseru — a przy kilkunastu procentach takich gości widać to w średnim rachunku.

Czego te cztery liczby nie pokażą

Uczciwie: żadna z tych 4 liczb nie mierzy tego, po co ludzie wracają. Ani jedna.

Danie, po które ktoś przyjeżdża przez pół miasta, może mieć średnią marżę i średnią sprzedaż. Kelner, którego goście pytają po imieniu, w rachunku kosztów pracy jest tylko kosztem. A sala, która robi wrażenie, nie ma osobnej pozycji w arkuszu.

Liczby są po to, żeby te rzeczy przetrwały — a nie po to, żeby je zastąpić. Restauracja z doskonałym food costem i pustą salą nie jest sukcesem, tylko dobrze policzonym zamknięciem.

Najczęstsze pytania

Jaki food cost jest dobry w restauracji?

Zależy od formatu: kawiarnie 15–30%, fast food 25–40%, bistro 30–45%, fine dining 35–50%. Ważniejsza od samej liczby jest jej stabilność między pozycjami w karcie.

Jak często liczyć te wskaźniki?

Food cost i rentowność pozycji — raz na kwartał i przy każdej zmianie karty. Koszt pracy i rotację stolika — co miesiąc. Częściej nie ma sensu: dane potrzebują czasu, żeby się uzbierać.

Co robić najpierw przy ograniczonym czasie?

Food cost dwudziestu najlepiej sprzedających się pozycji. Te dania robią większość obrotu, więc decyzje na ich podstawie będą takie same jak po analizie całej karty.

Czy do tego potrzebny jest system?

Nie. Wystarczy wyciąg sprzedaży i arkusz kalkulacyjny. System zaczyna być potrzebny wtedy, gdy chcecie zmieniać ceny częściej, niż pozwala druk karty.

- Nie masz jeszcze QR menu?

- Szybkie wdrożenie, edycja w kilka minut i więcej zamówień — zobacz więcej o WMenu lub zeskanuj kod QR aby zobaczyć przykład menu.