Gość, który wchodzi na stronę Twojej restauracji, ma w głowie trzy pytania: co jest w karcie, ile to kosztuje i czy jesteście teraz otwarci. Ma na to około dziesięciu sekund cierpliwości — zwykle stoi na ulicy, w tramwaju albo siedzi w samochodzie z grupą znajomych, która czeka na decyzję.
Jeśli w tym czasie nie znajdzie odpowiedzi, nie napisze do Was maila z pytaniem. Wróci do wyników wyszukiwania i kliknie następną restaurację. Nie dowiecie się nawet, że u Was był.
Poniżej 10 błędów, które najczęściej niszczą te dziesięć sekund. W kolejności od najdroższych. Przy każdym: jak to sprawdzić u siebie i co zmienić.
1. Menu jako plik PDF
To najkosztowniejszy błąd na tej liście, bo dotyczy dokładnie tej informacji, po którą gość przyszedł.
PDF otwarty na telefonie wygląda jak kartka A4 zmniejszona do szerokości ekranu. Żeby przeczytać ceny, gość musi powiększyć, przesunąć w prawo, przesunąć w dół, znowu powiększyć. Po trzeciej takiej operacji zamyka kartę.
Do tego dochodzi problem, którego nie widać: Google traktuje PDF jak osobny dokument, nie jak część strony. Wasze dania, ich nazwy i ceny nie trafiają do treści strony. Gdy ktoś wpisuje „pierogi ruskie Wrocław centrum”, wyszukiwarka nie ma czego dopasować.
Jak sprawdzić: otwórzcie własne menu na swoim telefonie, przy słabym zasięgu, jedną ręką. Jeśli musicie powiększać — to nie działa.
Co zrobić: menu musi być zwykłą podstroną HTML, którą da się przewijać kciukiem. Rozpisaliśmy to w tekście Menu PDF na stronie — 7 powodów, dlaczego kosztuje Cię gości oraz na stronie alternatywy dla menu PDF.
2. Brak cen w karcie
Restauracje ukrywają ceny z dwóch powodów: żeby nie odstraszyć albo dlatego, że ceny się zmieniają i nikomu nie chce się poprawiać pliku.
Efekt jest odwrotny od zamierzonego. Gość, który nie widzi cen, zakłada najgorsze — zwykle o 30–40% wyżej niż jest naprawdę. Karta bez cen czyta się jako „ta strona nie jest aktualna”, a nie „u nas jest drogo”.
Drugi powód znika sam, gdy menu przestaje być plikiem do przesyłania. Przy karcie edytowanej online zmiana ceny to kilkanaście sekund, a nie zlecenie do grafika.
3. Nieaktualne godziny otwarcia
„Czy są teraz otwarci?” to pytanie, na które gość musi dostać odpowiedź natychmiast. Trzy rzeczy psują to najczęściej:
- godziny podane tylko w grafice w stopce, więc nie da się ich zaznaczyć ani odczytać na telefonie,
- brak informacji o świętach i dniach wolnych — 1 listopada i 24 grudnia to najgorsze możliwe dni na pomyłkę,
- rozbieżność między stroną a wizytówką Google, gdzie ludzie sprawdzają najpierw.
Wizytówka i strona muszą mówić to samo. Jak to poukładać, opisaliśmy w przewodniku po widoczności restauracji w Google.
4. Strona ładuje się dłużej niż 3 sekundy
Najczęstsza przyczyna w gastronomii to nie kod, tylko zdjęcia. Fotograf oddaje pliki po 6–8 MB każdy, ktoś wrzuca dwadzieścia takich w galerię i strona waży 100 MB. Na Wi-Fi w biurze wygląda dobrze. W terenie, na LTE z jedną kreską, ładuje się kilkanaście sekund.
Jak sprawdzić: wpiszcie adres w PageSpeed Insights i patrzcie tylko na zakładkę „Mobile”. Wynik poniżej 50 oznacza, że tracicie gości, których nigdy nie policzycie.
Co zrobić: zdjęcia do galerii nie powinny ważyć więcej niż 200–300 KB. Format WebP lub AVIF zamiast JPG, szerokość maksymalnie 1600 px.
5. Wyskakujące okienko od razu po wejściu
Baner z newsletterem, zgoda na ciasteczka na cały ekran i informacja o promocji — wszystko naraz, zanim gość zobaczył cokolwiek.
Na komputerze da się to zamknąć. Na telefonie krzyżyk potrafi wypaść poza ekran. To nie jest kwestia gustu — Google od 2017 roku obniża pozycje stronom z natrętnymi przerywnikami na mobile.
6. Numer telefonu, którego nie da się kliknąć
Numer wstawiony jako część grafiki albo zwykły tekst wymusza przepisywanie go z pamięci. Powinien być linkiem tel: — jedno dotknięcie i telefon dzwoni.
To samo dotyczy adresu: powinien prowadzić do map, a nie być samym napisem. Gość, który znalazł Was o 20:30, chce nacisnąć i iść.
7. Brak wersji mobilnej albo „wersja mobilna” z 2015 roku
Ponad trzy czwarte wejść na strony restauracji to telefony. Mimo to wciąż spotyka się strony projektowane pod monitor, gdzie na telefonie tekst ma 8 pikseli, a przyciski są tak blisko siebie, że nie da się trafić w ten właściwy.
Osobny sygnał alarmowy to adres zaczynający się od m. — to rozwiązanie sprzed dekady, które dziś oznacza dwie strony do aktualizowania i podwójne problemy w wyszukiwarce.
8. Zdjęcia z banku zdjęć zamiast własnych dań
Sałatka z uśmiechniętym modelem w tle to sygnał, że nie ma czego pokazać. Gość rozpoznaje takie zdjęcia natychmiast — widział je już na pięciu innych stronach.
Zdjęcia własnych dań, zrobione telefonem przy oknie, działają lepiej niż profesjonalna sesja cudzych potraw. Nie musicie mieć wszystkich — wystarczy dziesięć najczęściej zamawianych pozycji.
9. Menu, które nie zgadza się z rzeczywistością
Danie zniknęło z karty 6 miesięcy temu, ale na stronie wciąż jest. Ceny są sprzed 2 podwyżek. Sezonowa oferta z zeszłej wiosny leży na stronie głównej.
To kosztuje podwójnie. Gość przychodzi po coś, czego nie ma, i przestaje wierzyć w resztę strony — w tym w godziny otwarcia, przez które przyjechał przez pół miasta.
Przyczyna prawie zawsze jest ta sama — aktualizacja wymaga kontaktu z kimś z zewnątrz. Gdy kartę da się poprawić z telefonu w dwie minuty, problem znika. Pisaliśmy o tym przy okazji sezonowej aktualizacji menu.
10. Brak jasnego następnego kroku
Gość przeczytał kartę, spodobało mu się. I co teraz?
Na stronie musi być widoczne dokładnie jedno główne działanie: rezerwacja, zamówienie albo telefon. Nie trzy równorzędne przyciski w trzech różnych kolorach. Jeśli nie przyjmujecie rezerwacji — napiszcie to wprost i podajcie, jak to działa u Was („stoliki tylko od ręki, w piątki po 19 zwykle jest komplet”).
Jak to poukładać bez przebudowy strony
Osiem z dziesięciu powyższych błędów dotyczy jednej rzeczy — karty dań. Gdy menu przestaje być plikiem, a staje się stroną, którą da się edytować z telefonu, znika naraz problem PDF-a, cen, aktualności i wagi strony.
W WMenu karta działa jako osobna, szybka podstrona: gość otwiera ją bez aplikacji, widzi aktualne ceny i zdjęcia, a Wy zmieniacie zawartość w panelu w 15–30 sekund. Kartę podpina się pod istniejącą stronę jednym linkiem — nie trzeba jej przebudowywać.
Jeśli strony jeszcze nie macie albo obecna nie nadaje się do ratowania, zobaczcie stronę internetową dla restauracji — z kartą, godzinami i mapą w jednym miejscu. Możecie też najpierw obejrzeć przykłady menu QR działających u prawdziwych lokali.
Najczęstsze pytania
Czy muszę wymieniać całą stronę, żeby naprawić menu?
Nie. Kartę dań można podpiąć jako osobny adres i podlinkować z obecnej strony oraz z wizytówki Google. To zwykle jedna zmiana linku.
Czy menu w PDF jest zawsze złe?
Jako jedyna wersja — tak. Jako dodatek do zwykłej strony z kartą, do pobrania przez tych, którzy chcą wydrukować — nie przeszkadza.
Ile powinna kosztować strona dla restauracji?
Rozrzut jest ogromny, od kilkuset złotych za szablon do kilkunastu tysięcy za projekt indywidualny. Ważniejsze od ceny jest pytanie, kto będzie aktualizował kartę i ile to będzie kosztować za każdym razem. Policzcie to w kalkulatorze oszczędności.
Co poprawić najpierw, jeśli mam czas tylko na jedną rzecz?
Menu. Punkty 1, 2 i 9 z tej listy dotyczą karty dań i razem odpowiadają za większość utraconych gości.

